primehorses.

Profesjonalne jeździectwo od stajni po parkur.

Rynek i aukcje

Leasing konia czy zakup za gotówkę: co wybrać w sporcie?

W mojej codziennej pracy w stajniach i na zawodach regularnie słyszę pytanie, które na pierwszy rzut oka nie ma nic wspólnego z weterynarią — a mimo to jest jednym z najważniejszych pytań, jakie zadają mi jeźdźcy.

Leasing konia czy zakup za gotówkę: co wybrać w sporcie?

Brzmi ono mniej więcej tak: „Pani doktor, czy ja mogę sobie na to pozwolić?". Pytanie o pieniądze, pod którym kryje się coś znacznie głębszego — pytanie o to, jaką strukturę finansową zbudować wokół konia sportowego, żeby proces jego treningu, regeneracji i startów mógł przebiegać w spokoju, bez nerwowego liczenia każdej faktury za podkuwacza czy fizjoterapeutę.

Bo koń sportowy, niezależnie od tego, czy jest własny, czy dzierżawiony, reaguje na stres finansowy swojego jeźdźca bardzo wyraźnymi sygnałami — napięciem w grzbiecie, oporem przy wsiadaniu, niechęcią do powtarzania elementów, z którymi tydzień wcześniej nie było problemu. W mojej praktyce często widzę, że źródło problemu nie zaczyna się w treningu, tylko znacznie wcześniej — w umowie, która nie daje żadnej ze stron komfortu decyzyjnego. Dlatego warto rozłożyć na czynniki pierwsze wszystkie ścieżki finansowania, jakie w polskim sporcie jeździeckim realnie mamy do wyboru, i uczciwie powiedzieć, która komu służy, a która komu przeszkadza.

Leasing konia w polskim prawie — dlaczego potoczna nazwa kłamie

Zacznijmy od języka, bo to on robi w tej branży najwięcej szkód. Sformułowanie „leasing konia" funkcjonuje powszechnie w ogłoszeniach, na portalach ogłoszeniowych i w rozmowach w stajni, ale w polskim prawie cywilnym coś takiego w zasadzie nie istnieje — przynajmniej nie w takim kształcie, w jakim istnieje leasing samochodu.

Konia, jak każde żywe zwierzę, polskie przepisy traktują na podstawie art. 1 Ustawy o ochronie zwierząt z 21 sierpnia 1997 r. — odpowiednio jak rzecz, z poszanowaniem odrębności gatunkowej. To oznacza, że do obrotu końmi stosuje się klasyczne przepisy rzeczowe Kodeksu cywilnego, w tym przepisy o dzierżawie zawarte w art. 693–709. Bankowy leasing operacyjny, uregulowany przepisami o rachunkowości i podatkami dochodowymi, opiera się na amortyzacji środka trwałego i przewłaszczeniu — a żywego zwierzęcia po prostu nie da się w ten sposób „zamortyzować" w sposób zgodny z duchem prawa, nawet jeśli pojedyncze firmy leasingowe podejmują takie próby.

W praktyce oznacza to, że każda umowa, którą jeździec podpisuje jako „leasing konia", jest w rzeczywistości umową dzierżawy albo — rzadziej — umową najmu lub użyczenia. Różnica ma ogromne znaczenie, bo art. 697 KC przerzuca na dzierżawcę obowiązek ponoszenia niezbędnych kosztów utrzymania i leczenia konia, chyba że strony postanowią inaczej. To nie jest techniczny detal w stopce umowy — to fundament, na którym opiera się cała ekonomia tej decyzji i każda rozmowa o zdrowiu konia, która w jej ramach kiedykolwiek się odbędzie.

Dzierżawa to nie leasing. Koń nie jest samochodem, a polskie przepisy traktują go zgodnie z przepisami o rzeczach — z ludzką ochroną gatunkową, którą trzeba mieć w głowie przy każdej umowie.

W międzynarodowym sporcie jeździeckim przyjęło się, że roczna opłata za pełną dzierżawę konia sportowego wynosi najczęściej od 30% do 50% jego wartości rynkowej, a wszystkie koszty utrzymania, weterynarii, transportu i startów pokrywa dzierżawca. W Polsce te proporcje wyglądają podobnie, choć w segmencie koni młodych i niedoświadczonych bywa, że stawka jest niższa — ale wtedy zwykle wyższe jest ryzyko po stronie właściciela, który godzi się na konia z niepewną prognozą sportową i zdrowotną.

Ekonomia dzierżawy: ile naprawdę kosztuje pełne utrzymanie konia sportowego

Zanim jeździec powie „tak" dzierżawie, musi uczciwie policzyć, co kryje się pod hasłem „pełne utrzymanie konia sportowego". To jest ta część rozmowy, w której w mojej praktyce najczęściej spotykam się z zaskoczeniem, bo sucha opłata dzierżawna to zwykle zaledwie część rzeczywistego, miesięcznego kosztu, który trzeba ponosić równolegle.

Proszę sobie wyobrazić konia o wartości rynkowej około 250 000 zł. Roczna opłata dzierżawna w przedziale 30–50% to od 75 000 do 125 000 zł. Do tego dochodzi pełen pakiet kosztów stałych i zmiennych, który w mojej praktyce regularnie okazuje się dla jeźdźców dużo wyższy, niż zakładali na początku.

Kategoria kosztuCharakterKto zwykle ponosi (art. 697 KC)
Boks, pasza, ściółka, obsługa stajennastałydzierżawca
Podkuwanie lub korekcja kopyt co kilka tygodnistałydzierżawca
Rutynowa opieka weterynaryjna (szczepienia, odrobaczanie, kontrole)stałydzierżawca
Rehabilitacja i leczenie pourazowezmienny, nieprzewidywalnydzierżawca (chyba że umowa stanowi inaczej)
Ubezpieczenie konia (życie + odpowiedzialność cywilna)zmiennydo uzgodnienia
Transport na zawody i treningizmiennydzierżawca
Wpisowe, opłaty startowe, treningi u obcych trenerówzmiennydzierżawca
Sprzęt osobisty (siodło, czapraki, ochraniacze, derki)jednorazowy lub okresowydo uzgodnienia

Kiedy zsumujemy te pozycje w realiach polskich stajni, okazuje się, że miesięczny koszt utrzymania konia sportowego startującego w poważnym sezonie potrafi być wyższy, niż wielu jeźdźców zakładało — szczególnie w momentach, gdy dochodzą wydatki na transport i rehabilitację po przeciążeniach aparatu ruchu, które w mojej praktyce obserwuję sezon po sezonie.

I tu pojawia się pytanie, które w gabinecie weterynaryjnym pada niezwykle często: „A co jeśli koń złapie kontuzję po kilku miesiącach dzierżawy?". Art. 697 KC mówi jasno — jeśli umowa nie stanowi inaczej, koszty leczenia ponosi dzierżawca. Dlatego właśnie tak ważne jest, żeby jeszcze przed podpisaniem precyzyjnie ustalić, co dzieje się w sytuacji, gdy koń wymaga długotrwałej regeneracji lub zakończenia kariery z przyczyn zdrowotnych. Bez tej rozmowy na wstępie, późniejsze rozmowy bywają bardzo trudne — i to dla wszystkich stron, łącznie z koniem.

Zakup na firmę: kiedy koń staje się narzędziem promocji

Druga ścieżka to klasyczny zakup za gotówkę, ale z perspektywy przedsiębiorcy — osoby prowadzącej działalność gospodarczą, która traktuje konia sportowego jako element budowania marki lub dywersyfikacji przychodów. W mojej praktyce regularnie widzę zawodników i właścicieli stajni, którzy prowadzą szkółki jeździeckie, hodowle, firmy eventowe albo po prostu dobrze prosperujące stajnie treningowe — i w pewnym momencie pojawia się pytanie: czy mogę kupić tego konia przez firmę?

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w interpretacjach indywidualnych z 24 sierpnia 2023 r. oraz 6 marca 2024 r. potwierdził, że wydatki na zakup oraz utrzymanie konia sportowego mogą być zaliczone do kosztów uzyskania przychodów, jeśli służy to promocji marki lub dywersyfikacji przychodów przedsiębiorstwa. To otworzyło drzwi, które wcześniej były uchylone tylko wąskim grupom podmiotów związanym typowo z hodowlą czy rekreacją.

Ale uwaga — i to jest ten moment, w którym jako praktyk muszę zatrzymać czytelnika za rękę. KIS analizuje każdy przypadek indywidualnie. Sam fakt prowadzenia działalności i kupienia konia nie oznacza automatycznie, że każdy wydatek zostanie zaliczony do kosztów. Kluczowe jest, żeby w dokumentacji firmowej wyraźnie pokazać związek przyczynowy między koniem a źródłem przychodu — starty pod szyldem firmy, sesje wizerunkowe, promocja marki, szkolenia na tym koniu, wynajem konia innym zawodnikom. Bez tego zapisu urząd skarbowy potraktuje konia jako prywatną pasję właściciela i zakwestionuje koszty.

Drugą kwestią jest rozłożenie wartości konia w czasie. Żywego zwierzęcia nie da się wpisać do środków trwałych w identyczny sposób jak maszynę, ale w praktyce podatkowej funkcjonują rozwiązania, które pozwalają obciążenie związane z zakupem konia rozłożyć na wiele lat. To już jest temat na rozmowę z księgowym, który zna specyfikę branży jeździeckiej — i proszę się nie wstydzić pytać, bo w mojej praktyce widywałam sytuacje, w których brak takiej rozmowy kosztował właściciela poważne pieniądze rocznie.

Finansowanie ratalne i kredyty celowe jako trzecia droga

Istnieje jeszcze trzecia ścieżka, o której jeźdźcy często zapominają, bo nie pasuje im do żadnej z dwóch powyższych ramek. To finansowanie ratalne i kredyty celowe, tworzone specjalnie pod branżę jeździecką — bo banki detaliczne najczęściej patrzą na konia z takim samym zrozumieniem jak na obraz olejny w galerii, czyli właściwie żadnym.

Na polskim rynku działają wyspecjalizowani pośrednicy finansowi, tacy jak EquiFinances, którzy oferują kredyty celowe na zakup koni i osprzętu jeździeckiego w kwotach od 1 000 zł do 150 000 zł, z okresem spłaty do 120 miesięcy. To rozwiązanie dla jeźdźca, który nie dysponuje pełną gotówką, ale nie chce też wchodzić w relację dzierżawy — z całym bagażem zobowiązań i uzgodnień, który ona ze sobą niesie.

Z mojego punktu widzenia kredyt celowy ma jedną zasadniczą przewagę nad dzierżawą: właścicielem konia od pierwszego dnia jest jeździec. To oznacza, że decyzje o treningu, regeneracji, terminie szczepień, wyborze kliniki rehabilitacyjnej — wszystko leży po jednej stronie. Z perspektywy procesu zdrowotnego konia to jest komfort, którego dzierżawa zwykle nie daje, bo każda poważniejsza decyzja weterynaryjna wymaga uzgodnienia z właścicielem, a ten nie zawsze jest w tej samej stajni, w tym samym kraju, a czasem nawet w tej samej strefie czasowej.

Ale uwaga — kredyt ratalny to też zobowiązanie, i to zobowiązanie, które nie znika, gdy koń zakończy karierę. Dlatego w mojej praktyce zwykle radzę, żeby przed podpisaniem umowy kredytowej zrobić uczciwy arkusz kalkulacyjny — ile miesięcznie, ile łącznie, ile z odsetkami — i porównać go z sumą opłat dzierżawnych. Czasem okazuje się, że po kilku latach kredytu jeździec zapłacił za konia znacznie więcej, niż wynosi jego wartość rynkowa. Czasem wychodzi na to, że to i tak mniej niż w dzierżawie, w której przez cały ten czas nie zbudował żadnej wartości rezydualnej. Nie ma jednej reguły — jest tylko uczciwe liczenie.

Umowa dzierżawy pod lupą — na co uważać, żeby nie płacić za cudze decyzje

Wróćmy na chwilę do dzierżawy, bo to ona generuje w mojej praktyce weterynaryjnej najwięcej trudnych rozmów. Art. 704 KC mówi, że jeśli strony nie ustaliły inaczej, umowa dzierżawy wypowiada się z zachowaniem sześciomiesięcznego terminu, a w przypadku dzierżawy konia — na koniec roku gospodarskiego. To znaczy, że domyślna umowa jest zaskakująco sztywna i w razie konfliktu pozostawia niewiele pola manewru.

Dlatego pierwszą i najważniejszą rzeczą, o jaką proszę każdego jeźdźca, który przychodzi do mnie z gotową umową dzierżawy, jest przeczytanie jej na spokojnie, najlepiej z kimś doświadczonym — trenerem, prawnikiem, doradcą podatkowym. Pięć punktów, które powinny być tam rozwinięte, to:

1. Zakres obowiązków dzierżawcy i właściciela w razie kontuzji konia — kto wybiera klinikę, kto płaci, kto decyduje o zakończeniu leczenia i kiedy koń może wrócić do pracy.

2. Tryb postępowania, jeśli koń wymaga rehabilitacji dłuższej niż uzgodniona w umowie — czy dzierżawca może przerwać, czy ma obowiązek kontynuować, jak liczyć czas, kiedy koń staje się niezdolny do dalszego użytkowania.

3. Ubezpieczenie konia — czyja polisa, jaki zakres, kto jest beneficjentem w razie śmierci lub trwałego uszczerbku, jak rozliczane są odszkodowania między stronami.

4. Warunki zwrotu konia — ocena stanu zdrowia przy zwrocie, dopuszczalny poziom zmian pourazowych, kto ponosi koszt takiej oceny, kto odpowiada za odchowalnię po zakończeniu kariery.

5. Klauzula dotycząca startów w zawodach — które klasy, pod jakim jeźdźcem, z czyim logotypem, kto decyduje o kalendarzu startów i przerwach w sezonie.

To nie są detale księgowe. To są punkty, w których w mojej praktyce najczęściej dochodzi do niezgody między stronami, a koń — jak to zwykle w sporcie bywa — płaci za tę niezgodę zdrowiem. Kompensacja pourazowa, nawykowe napięcie w grzbiecie, gorsza jakość ruchu po sezonie pełnym nerwowych decyzji — to wszystko są sygnały, które właściciel i dzierżawca wspólnie mogliby wyeliminować, gdyby ich umowa była precyzyjna od pierwszego akapitu.

Jak wybrać ścieżkę — bez recepty, ale z mapą

Nie ma jednej odpowiedzi, która działa dla każdego. To, co sprawdza się u dwudziestopięcioletniej zawodniczki startującej w Grand Prix, nie sprawdzi się u pięćdziesięcioletniego jeźdźca, który szuka spokojnego konia do jazdy terenowej i kilku niskich klas rocznie. Dlatego zamiast dawać receptę, wolę pokazać mapę — trzy pytania, które warto sobie zadać, zanim podpisze się jakikolwiek dokument.

Po pierwsze — jak długo planuję współpracować z tym koniem? Jeśli odpowiedź brzmi „rok, może dwa", dzierżawa z krótkim terminem wypowiedzenia bywa najrozsądniejsza, bo nie angażuje kapitału w konia, którego dalsza kariera jest jeszcze niepewna. Jeśli „pięć lat i więcej", kredyt celowy albo zakup za gotówkę z finansowaniem w ramach firmy zwykle wychodzi korzystniej w długim horyzoncie.

Po drugie — czy jestem gotów współdecydować o zdrowiu konia z kimś innym? Jeśli nie, dzierżawa generuje tarcie — i to tarcie w mojej praktyce widać potem w ruchu konia, w jego reakcji na trening, w czasie regeneracji. Współpraca właściciela i dzierżawcy wymaga dojrzałości, której nie uczą żadne szkółki, a jedynie wieloletnia wspólna praca w stajni.

Po trzecie — czy mam bufor finansowy na nieprzewidziane wydatki weterynaryjne? Nie chodzi o to, czy stać mnie na miesięczny koszt utrzymania. Chodzi o to, czy stać mnie na nagłą operację albo kilkumiesięczną rehabilitację, które potrafią kosztować tyle, ile roczna opłata dzierżawna. Jeśli nie — ubezpieczenie konia jest obowiązkowe, a nie opcjonalne, i warto o nim pomyśleć jeszcze przed podpisaniem jakiejkolwiek umowy.

I wreszcie — zawsze warto porozmawiać z kimś, kto widział dziesiątki podobnych umów z perspektywy ich konsekwencji. Niezależnie od tego, czy wybierzesz dzierżawę, kredyt, czy zakup na firmę, decyzja finansowa zawsze powinna być poprzedzona rozmową z weterynarzem, który zna realia polskiego sportu i widział, jak konkretne zapisy umowy przekładają się na konkretne decyzje — a w końcu na konkretny ruch konia w następnym sezonie.

Najczęściej zadawane pytania

Czy dzierżawa konia to to samo co leasing?
Nie, w polskim prawie cywilnym leasing konia nie istnieje. Umowy określane potocznie jako leasing są w rzeczywistości umowami dzierżawy, najmu lub użyczenia, do których stosuje się przepisy Kodeksu cywilnego dotyczące rzeczy.
Kto płaci za leczenie konia w dzierżawie?
Zgodnie z art. 697 Kodeksu cywilnego, obowiązek ponoszenia kosztów utrzymania i leczenia konia spoczywa na dzierżawcy, chyba że strony w umowie postanowiły inaczej.
Czy zakup konia można wliczyć w koszty firmy?
Tak, wydatki na zakup i utrzymanie konia mogą być kosztem uzyskania przychodu, jeśli przedsiębiorca wykaże związek między koniem a promocją marki lub dywersyfikacją przychodów firmy, np. poprzez starty w zawodach pod szyldem firmy.
Jakie są zalety kredytu celowego na zakup konia?
Główną zaletą jest prawo własności konia od pierwszego dnia, co pozwala jeźdźcowi na samodzielne podejmowanie decyzji dotyczących treningu, opieki weterynaryjnej i rehabilitacji bez konieczności uzgadniania ich z właścicielem.
O co warto zadbać w umowie dzierżawy konia?
Należy szczegółowo określić zasady finansowania leczenia w razie kontuzji, tryb postępowania przy długotrwałej rehabilitacji, kwestie ubezpieczenia, warunki zwrotu konia oraz zasady dotyczące startów w zawodach.